|
|
Informator Turystyczny |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
||
|
Sokołów Podlaski - Wojewódki Górne (3,5 km) - Dziegietnia (4,5 km) - Brodacze (6km) - Kożuchów (9 km) - Kożuchówek (9,5 km) - Patrykozy (12,5 km) - Wyszomierz (16 km) - Bielany (19,5 km) - Kowiesy (23 km) - Dmochy (26,5 km) - Rozbity Ka¬mień (29,5 km) - Paczuski (33 km) - Węże (34,5 km) - Czerwonka (37,5 km) - Grochów (40 km) - Brzozów (43,5 km) - Przeżdziatka (47 km) - Sokołów Podlaski 49 km). SOKOŁÓW
PODLASKI WOJEWÓDKI GÓRNE Na północnym skraju wsi widoczne są dwa krzyże ogrodzone sztachetowym płotkiem pomalowanym w kolorze biało -czerwonym. W tym miejscu znajduje się zbiorowa mogiła żołnierzy polskich po¬ległych w 1920 r. Na jednym krzyżu zamocowano metalową tablicę z napisem:„W dniu 19 sierpnia 1920 r. poległo 11 żołnierzy 1- go Pułku Piechoty Podhalańskiej i 1 cywil z Księżopola. Polegli w obronie Ojczyzny. Zdrowaś Maryjo... Pod Twoją obronę...". Na podstawie dru¬giego krzyża wyryto napis: „Poległym obrońcom Ojczyzny młodzież szkół Czerwonki, Przeździatki, Rozbitego Kamienia, Kowies, Nowej Wsi, Księżopola i Wojewódek w dziesięciolecie niepodległości Polski 1918-1928". BRODACZE Ta nazwa wzięła się od charakterystycznej cechy wyglądu właści¬cieli majątku. Od czasów, kiedy ziemie te kupił bogaty kupiec noszący długa brodę, kolejni właściciele również zapuszczali długie brody. Dbali o nie, przez co włosy brody lśniły i budziły zazdrość okolicz¬nych mieszkańców, którzy nazywali dziedziców „brodaczami". Nazwa przylgnęła i do rodziny właścicieli i do terenów do niej należących. Stąd mamy dziś w powiecie Brodacze. W odległości 0,5 km od Brodaczy na północny-wschód poło¬żona jest wieś Krasnodęby - Sypytki, gdzie w czasie powstania stycz¬niowego w domu sołtysa Ksawerego Bielińskiego ukrywał się legen¬darny dowódca powstania ks. Stanisław Brzóska oraz jego adiutant Franciszek Wilczyński. 29 kwietnia 1865 r., wojska carskie otoczyły Sypytki i przeszukały dworek Bielińskiego. Odkryto schowek i ujęto ks. Brzóskę i Wilczyńskiego. Złapanych, przez Sokołów, odstawiono do Warszawy, gdzie zostali skazani na śmierć przez powieszenie. Eg¬zekucji dokonano 23 maja 1865 r. w Sokołowie. W miejscu dawnego posadowienia domu Wilczyńskiego w Sypytkach, w 1987r.odsłonię-to pomnik wzniesiony z inicjatywy mieszkańców wsi. O powstaniu wsi Kasmy, Rafały, Sypytki i Bachorza - czyli o po¬dziale wsi Krasnodęby opowiada znana wśród miejscowej ludności legenda: Dawno temu, ciężko ranny podczas jednej z bitew, wrócił do dworu umierający Dziedzic majątku zwanego Krasnodębami. Wieść o spodziewanej rychłej jego śmierci obiegła całą okolicę. Przybywali doń więc sąsiedzi, znajomi, przyjaciele, jednak słaby już rycerz nie chciał widzieć nikogo, prócz zaufanego sługi i księdza. Poprosił ich o sprowadzenie polujących w puszczy swoich synów. Czwarty z nich wiedział już o nieszczęściu i podobno śpieszył do konającego ojca. Jednak jako pierwsi do dworu wrócili Spytek, Kosma i Rafał i stanęli przed łożem umierającego rodzica. Byli to ci synowie, których ojciec już wcale się nie spodziewał. Przybyli, starsi synowie byli wielce zadowoleni z nieobecności czwartego, najmłodszego z ich grona. Pamiętali oni bowiem, jak po śmierci swej pierwszej żony, a ich matki, ojciec szukał pocieszenia w ramionach innej. Owocem tego związku był właśnie najmłodszy z synów rycerza, podrzucony na schody dworu przez matkę, która sama zniknęła bez śladu. Dziedzic bez wahania uznał oficjalnie dziecko za swego prawowitego syna, jednak nie wszyscy zaakceptowali jego decyzję. Starsi, przyrodni bracia zawsze przypominali mu, że jest bękartem, a pomiędzy sobą nazywali go pogardliwie Bachorem. Nienawiść wzrosła nieprzeciętnie, gdy okazało się, że najmłod¬szy, podrzucony ich ojcu syn, na równi z nimi, w przyszłości będzie dziedziczył majątek. Chwila dziedziczenia właśnie nadeszła i wszyscy oczekiwali nieprzewidzianych wypadków. Umierający Dziedzic we¬zwał do izby, w której konał, wszystkich domowników. Jako pierwsi zjawili się tam trzej najstarsi synowie, za nimi weszli pozostali miesz¬kańcy dworu. Wszyscy kolejno podchodzili do łoża, wyrażając swój smutek i rozpacz. Będący u kresu sił życiowych Dziedzic nie mógł już mówić i drżącą ręką wskazał na stojącego obok kapelana. Ten rozwi¬nął jakiś dokument i zaczął donośnym głosem czytać ostatnią wolę konającego. Z pierwszymi słowami testamentu od strony podwórza zaczęły dochodzić odgłosy ujadania psów, rżenie koni i głosy ludz¬kie. Po chwili w drzwiach komnaty pojawił się najmłodszy z braci, wśród których rozległ się złośliwy szept: Bachor wrócił. Młodzieniec usłyszał to, ale mimo wszystko zbliżył się do ojca. Ciszę przerwały dalsze słowa księdza odczytującego testament, który dzielił majątek równo pomiędzy czterech spadkobierców. Otrzymali oni równe ilo¬ści majątku, choć każdy z nich liczył na więcej. Starsi bracia poczuli się nadzwyczaj pokrzywdzeni, a winą za to obarczyli najmłodszego, który z racji swego urodzenia nie powinien otrzymać aż tyle. Po śmierci ojca nikt nie był w stanie pohamować nienawiści braci, a niezgoda z biegiem lat pogłębiała się, bezpowrotnie dzieląc członków rodu Krasnodębskich. Każdy z czterech braci poszedł bo¬wiem w swoją stronę i osiedlił się na swoim kawałku ziemi, z daleka od rodzeństwa. Od imion braci oraz ich przydomków nadane zo¬stały nazwy założonych przez siebie wsi. Stąd pochodzą więc nazwy wsi Krasnodębów tj. osady Krasnodęby Kasmy, Krasnodęby Rafały, Krasnodęby Sypytki i Bachorza, zwane dziś Kasmami, Sypytkami czy Rafałami. KOŻUCHÓW Podczas prac odwadniających w 1990 r. wydobyto rzeźbę ka¬mienną o wysokości 1,0 m z wyraźnym wizerunkiem głowy ludzkiej oraz rapier austriacki w pozłacanej pochwie z czasu I wojny świato¬wej. KOŻUCHÓWEK PATRYKOZY Już w 2 poł. XIX w. prowadzili tu pierwsze prace poszukiwawcze Zygmunt Glogier i Tadeusz Łuniewski. Badacze ci rozkopali kilka kurhanów, co pozwoliło na określenie, że są to kurhany wczesnośre¬dniowieczne. W południowej części wsi zlokalizowany jest zespół pałacowo-parkowy, o którym ciekawie napisał „Tygodnik Ilustrowany" Nr 377 z 15 grudnia 1866r.: „Osada być może jest starożytna, ale jak zwykle dawne wsie polskie była ubogą, opuszczoną i w nędznym stanie. Taką jednak upodobał sobie Teodor Szydłowski, były generał wojsk polskich, który przed kilkudziesięciu laty nabywszy Patrykozy, stale tu zamieszkał, wystawił pałac w stylu ostrołukowym, przy nim założył wielkim kosztem park angielski, zwierzyniec i zbudował wieś całą bardzo pięknymi murowanymi domkami dla włościan, z których każdy w innym guście, nawet gospodarskimi budowlami, sadem i ogrodzeniem jeden od drugiego różniącymi się. Generał Szydłowski pochodził z rodziny, która szczególnie za panowania Stanisława Augusta do znakomitego doszła znaczenia. Urodzony w 1793 r. z ojca Adama starosty mielnickiego, w młodocianym wie¬ku obrawszy sobie służbę wojskową wszedł w szeregi wojsk Księstwa Warszawskiego w roku 1809 jako prosty żołnierz, kolejno doszedł do stopnia generała. Wyszedłszy z wojska, obrał sobie ciche wiejskie ży¬cie, oddając się całkowicie zajęciom gospodarskim i włościanom, dla których dobroczynnym był opiekunem, znaczne zaś dochody z dóbr swoich w kraju, nie za granicą, pośród wsi swoich, nie w mieście spożywał. Poczucie piękna, wznioślejszym tylko umysłom właściwe okazywał w przyozdobieniu siedziby swojej, której mało w kraju na¬szym dorówna, a z licznych ręką swoją sadzonych gajów i sadów za życia jeszcze ozdoby dla włości i pożytku się doczekał. W budowlach mianowicie w jego dobrach istniejących, i w całym otoczeniu w Patrykozach odbił się wybornie charakter właściciela. Wszędzie znać chęć odznaczania się oryginalnością i fantazją. Kurniki, drwalnie, pa¬łac gotycki z wieżą i mostami, parkany, mostki, każdy tam w innym stylu i guście często w szczegółach dziwaczne, całość jednakże z po¬wodu rozmaitości i rzeczywistego smaku, jest bardzo powabną. Do uskutecznienia tego wszystkiego po swojej myśli, Szydłowski dobrał sobie umiejętnie znakomitego budowniczego Franciszka Jaszczołda, który po ojcu Wojciechu, niepospolitym także artyście odziedziczył niemniejszy talent i gust wytworny. Szydłowski umarł 8 stycznia 1863 roku porobiwszy zapisy dla wszystkich sług i rzemieślników swoich. O żadnym nie zapomniał, każdemu przeznaczył pensję dożywotnią. Żyj ąc bez żonatym ,zostawił Patrykozy synowcowi swemu Antoniemu Szydłowskiemu. W 1871 roku Antoni Szydłowski sprzedał Patrykozy Rajmundowi Skarżyńskiemu. Na początku XX wieku dobra znalazły się w rękach Hipolita Ochockiego a potem jego syna Stanisława. W roku 1927 Rudę i Patrykozy rozparcelowano i grunty dostały się w posiadanie chłopów. Pałac zakupił ksiądz Andrzej Solnicki. Po jego śmierci, po drugiej wojnie światowej właścicielami zostali jego bracia, a później został przejęty na Skarb Państwa. Obecnie jest własnością prywatną i trwają w nim prace remontowo - konserwatorskie. Pałac wybudowany w latach 1832-1843, stanowi jedną z najdo¬skonalszych realizacji architektury dojrzałego romantyzmu w kraju. Nieregularny plan i bryła budynku, sprawiają że z każdej strony obiekt wygląda inaczej, co w tym przypadku zbliża obiekt archi¬tektoniczny do dzieła rzeźbiarskiego. Stosownie do gustu epoki, w wystroju budowli Jaszczołd posłużył się ornamentyką o cechach gotyku angielskiego, której we wnętrzu towarzyszył detal klasycystyczny. Wybór form gotyckich świadczył o chęci nadania rezydencji charakteru starożytnego zamczyska rodu Szydłowskich. Na ziemiach sokołowskich złośliwych duchów, czy groźnych demonów raczej nie było. Teren spokojny, rolniczy, z dobrymi i go¬ścinnymi ludźmi zawsze zachęcał do krótszego lub dłuższego postoju. Jednak, nie w pobliżu pałacyku w Patrykozach. Tam bowiem, w bez¬księżycowe noce można usłyszeć przerażające, wręcz upiorne pianie koguta. Podejrzane stworzenie potrafi podobno obudzić całą okolicę. Jego głos podchwytują inne ptaki, stają się niespokojne i głośne, psy raptem zaczynają ujadać. Noc staje się nie do zniesienia. Zgodnie z miejscową legendą, upiorny stwór wyglądający jak pół koza, pół kogut - pojawił się tu w poł. XVI w. Miał to być odrzut doświadczalny czarownika Jana Twardowskiego, który w pobliskim Węgrowie miał swoje laboratorium alchemiczne. Mistrz magii miał również tajną pracownię w lochach opuszczonej warowni w Patrykozach. Ślady podziemnych piwnic i przejść, nad którymi później wybudowano pałac istnieją do dziś. Czarnoksiężnik Twardowski, jak mówiono, chciał wyhodować sztucznego człowieka - homonukleusa. Niestety doświadczenie się nie udało i wyszła mu jakaś upiorna poczwara z ciałem kozła i głową koguta. Stwór rzekomo uciekł i podobno do dziś ukrywa się w labiryncie lochów. Miejscowi twierdzą, że pilnuje on ukrytych tam złotych jajek. Inne legendy mówią o tym, jak pałac i jego właściciele zostali obłożeni klątwą, a raczej może rzucono na nich zły urok. Miała to zrobić pokrzywdzona, stara zielarka. Od tamtej pory, tuż przed mającym nastąpić nieszczęściem, w pałacu ukazuje się zjawa ni to człowiek, ni zwierzę. Snując się w bezksiężycowe noce po okolicy obwieszcza przeraźliwym skrzekiem, że klątwa nadal działa. Podobno ta upiorna istota po raz ostatni objawiła się tuż przed zawaleniem się wieży w zachodniej części pałacu w 1999 roku. BIELANY W środkowej części wsi, przy ul. Słonecznej znajduje się pa¬miątkowa, neogotycka kapliczka kubaturowa. Murowana z cegły, nie otynkowana. Wzniesiona na planie prostokąta. Otwory okienne i drzwiowy- prostokątne, zakończone ostrołukowo. Jednoprzestrzenne wnętrze dostępne poprzez drzwi dwuskrzydłowe, płycinowe, ujęte po bokach wąskimi oknami. Nakryta dachem dwuspadowym. Od frontu szczycik zwieńczony krzyżem o trójlistnych ramionach, a ni¬żej otynkowane prostokątne pole z napisem: „PAMIĄTKA ROKU Ś-1933-34 JUBILEUSZOWEGO". Przed Urzędem Gminy znajduje się pomnik poświęcony Józe¬fowi Piłsudskiemu. Przy trasie Sokołów Podlaski - Siedlce, w pobliżu Szkoły Podstawowej i Gimnazjum usytuowany jest pomnik w formie wysmukłego obelisku, poświęcony poległym za Ojczyznę w 1920 r., wystawiony w 1935 roku przez dawną Gminę Kowiesy. W zachodniej części wsi przy nieużywanym odcinku starej drogi, stoi drewniany wiatrak przebudowany na duży trójkondygnacyjny młyn. W roku 1930 Józef Getler kupił wiatrak holender we wsi Kownaciska i przeniósł go w obecne miejsce. Zawód młynarza był w rodzinie Getlerów przekazywany z pokolenia na pokolenie. W Polsce zapoczątkował go Stanisław Getler, który przybył z Czech. Jego wnukowie posiadali jeszcze, oprócz wiatraka w Bielanach, młyn na rzece Myśli w Skrzeszewie i wiatrak w Wojewódkach. Dzisiejszy wygląd młyna bielańskiego zasadniczo odbiega od pierwotnego wiatraka. Około roku 1938 budynek wiatraka general¬nie zmodernizowano. Został on obniżony, zmieniono dach na dwu¬spadowy, a obok wybudowano murowaną maszynownię, w której ustawiono silnik spalinowy „Perkun". W roku 1941 silnik „Perkun" zastąpiono nowym na gaz drzewny firmy S. Piekarskiego w Warszawie oraz wymieniono podstawowe maszyny, m.in. mlewniki walcowe na nowsze, sprawniejsze. W 1960 r. zmieniono napęd na silnik elektrycz¬ny. Do dnia dzisiejszego zachowały się we młynie sprawne dawne maszyny i urządzenia, zarówno dające napęd(maszyna gazowa i piec gazowy firmy S. Piekarskiego), jak też biorące udział w produkcji mąki czy śruty. Na uwagę wśród nich przede wszystkim zasługują: mlewniki walcowe - firmy„Łęgiewski Hartwig" oraz niemieckiej fir¬my Schmidt, Mars- firmy„Łęgiewskii Hartwig", maszyna do wyrobu kaszy jęczmiennej, złożenie kamieni o średnicy 120 cm, odsiewacze cylindryczne, elewatory kubełkowe. Do ciekawych znalezisk archeologicznych z terenu miejscowo¬ści Bielany, należy kilkadziesiąt fragmentów naczyń ceramicznych kultury łużyckiej z epoki brązu oraz kultury grobów kloszowych z okresu lateńskiego. W okolicy Bielan odkryto wiele stanowisk archeologicznych, m.in: z okresu wpływów rzymskich. KOWIESY W środkowej części wsi, przy skrzyżowaniu drogi do Rozbitego Kamienia z drogą przez wieś, usytuowana jest kapliczka kubaturowa, mieszcząca kilka osób. Została wzniesiona w latach 30 - tych XX wie¬ku. Wybudowana z cegły i otynkowana, założona na planie prosto¬kąta. W ścianie frontowej na osi zaprojektowano drzwi prostokątne, dwuskrzydłowe zakończone trójkątnym nadświetlem. Po bokach dwa okna prostokątne zakończone trójkątnie. W ścianach bocznych po jednym oknie prostokątnym zakończonym trójkątnie. Ściana korpusu oddzielona od szczytu fryzem z ukośnie ułożonych cegieł. Kapliczka nakryta dachem dwuspadowym. Na kalenicy umieszczono żelazny, dekoracyjnie opracowany krzyż łaciński. DMOCHY W środkowej części wsi, usytuowana jest kapliczka mieszczą¬ca kilka osób. Wybudowana z cegły, o surowych elewacjach ścian. Wzniesiona na planie prostokąta zbliżonego do kwadratu. Otwory okienne i drzwiowy prostokątne, zakończone odcinkowo. Naroża ujęte lizenami. Poniżej okapu gzyms na kroksztynach. Dach trójpołaciowy. W szczycie od frontu wmurowana tablica z wygrawerowa¬nym napisem: „Na pamiątkę wielkiego Jubileuszu 1913 zbudowali małżonkowie Augustyn i Helena Dmochowscy". Dmochy jest to miejscowość będąca gniazdem rodowym - Ro¬mana Dmowskiego, prezesa Narodowej Demokracji, bezsprzecznie jednego z polityków, a raczej mężów stanu, którzy wywarli najwięk¬szy wpływ na odrodzenie i kształt państwa polskiego po I wojnie światowej. Dziadek Romana Dmowskiego ożeniony z Marianną Barankiewiczówną, opuścił rodzinny zaścianek Dmochy i zamiesz¬kał pod Warszawą, dzierżawiąc dobra Wólki Wybranieckiej. Został też sołtysem gminy Kamion gdzie odbywały się niegdyś elekcje kró¬lewskie. Przemarsze wojsk w kampanii napoleońskiej, później po¬wstanie listopadowe zrujnowały majątek. Ojciec Romana - Walenty, który przyszedł na świat w 1814r., zmuszony był w młodzieńczym wieku podjąć pracę brukarza. W szybkim czasie dorobił się własne¬go przedsiębiorstwa, domu na Pradze i ożenił się z Józefą Lenarską. Walenty utrzymywał kontakty z rodzinnym Podlasiem, gdy urodził się Roman, na jego rodziców chrzestnych wybrał Jana Zemłę i Hali¬nę Zawadzką, pochodzących z najbliższej okolicy Dmochów, tj. Zemłów w parafii Mokobody i Zawad w parafii Kożuchówek. Roman już jako mąż stanu był świadomy swego szlacheckiego pochodzenia i przynależności herbowej. Nawiązywał też do tradycji szlacheckiej, czego przejawem było przypieczętowanie jednego z ważniejszych dla Polski dokumentów, traktatu wersalskiego w 1919 r., własną srebrną pieczęcią z herbem Dmowskich - Pobóg. Udokumentowany również jest zamysł Romana Dmowskiego pochowania go na „cmentarzu Dmowskich" w Rozbitym Kamieniu. W okolicy Dmochów żywe jest przeświadczenie, iż Roman Dmowski odwiedził Dmochy w 1932 r. Według miejscowej tradycji założycielem Dmochów (a szcze¬gólnie nieistniejącego już zaścianka Dmochy - Rozumy) był Erazm Dmowski. Legenda nazywa go Tatarem i przypisuj e mu zasługi wojenne za czasów króla Władysława IV, który rzekomo miał za dzielność nadać temu walecznemu Tatarowi szlachectwo i ziemię w Dmochach. Do dzisiaj wieś Dmochy (składająca się ze zrośniętych ze sobą trzech zaścianków - Mingosów, Rogali i Rętek) nazywana jest w okolicy „Tatary". W jakiś sposób ta przezwiskowa nazwa musi być związana z ge¬nezą wsi. Dmochy należały, według przekazów, do najzamożniej szych wsi w okolicy i słynęły, co może mieć jakiś związek z legendą tatarską, z pięknych koni. Tradycyjnie przypisywano też Dmowskim mądrość i wykształcenie, co może łączyć się z przydomkową nazwą Dmochy - Rozumy. Należy też uznać, iż nazwa ta odzwierciedlała rzeczywiste predyspozycje i umiejętności rodu Dmowskich. Pisząc o wielkim Polaku z Dmochów, warto wspomnieć też o innym wielkim patriocie, Ludomirze Benedyktowiczu, który przy¬szedł na świat i spędził dzieciństwo w Świniarach (gm. Mokobody), odległych niespełna 2 km od Dmochów. Ludomir Benedyktowicz urodził się w 1844 roku, w skromnej rodzinie szlacheckiej pieczę¬tującej się herbem Bełty. Jego ojciec Piotr był oficjalistą dworskim 1 posiadał niewielki folwark. Ludomir po ukończeniu szkoły średniej w Warszawie praktykował w Zakładzie Praktyki Leśnej w Feliksowie koło Broku. Tu zastał go wybuch powstania styczniowego. Na swój powstańczy szlak wyruszył 23 stycznia 1863 r. Uczestniczył w bitwach powstańczych pod Czyżewem, Mężeninem, Ostrowiem i Feliksowem. Początkowo służył w oddziale generała„Zameczka" Cichorskiego, następnie pod wodzą „Wirona" Wilkoszewskiego, w oddziale Celnych Strzelców. Podczas eskorty kasy powstańczej, carski kozak najpierw postrzelił go w lewą rękę, a następnie odciął mu prawą dłoń. Ludomir przeżył i musiał przejść amputację lewej ręki, został bez obu dłoni. Po jakimś czasie dzięki wykonanym protezom rozpoczął studia malarskie w pracowni Wojciecha Gersona w Warszawie. Tu zaprzy¬jaźnił się z Adamem Chmielowskim (bratem Albertem uznanym później świętym). W 1868 r. otrzymał stypendium Towarzystwa Za¬chęty Sztuk Pięknych i wyjechał na studia malarskie do Monachium, gdzie przebywał do 1872 r. W 1873 r. odwiedził kościół w Broku, za co władze carskie oskarżyły go o agitację i buntowanie chłopów. Był więziony w Cytadeli osiem miesięcy, a następnie wydalony z zaboru rosyjskiego. Wyjechał wtedy do Krakowa i rozpoczął studia w pra¬cowni Jana Matejki. Ożenił się w 1876 r. z Marią Skalską. W tym czasie malował dużo i był dobrze oceniany przez krytykę. Główne tematy jego prac to kompozycje związane z powstaniem stycznio¬wym, pejzaże, scenki rodzajowe. Oto niektóre tytuły jego prac: „Grób powstańca", „Przy śpiewie słowika",„Lato", 'Przejażdżka po jeziorze", „Wieśniaczka bieląca płótno". W 1912 r. zamieszkał we Lwowie, a w czasie I wojny światowej przebywał w Austrii. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości powrócił do Lwowa. Tu władze polskie odznaczyły go Krzyżem Virtuti Militari. Umarł we Lwowie w 1926 r. Pochowano go w Krakowie na cmentarzu Rakowieckim. ROZBITY KAMIEŃ Nazwa miejscowości według tradycji przekazywanej z pokole¬nia na pokolenie związana jest z pękniętym głazem polodowcowym, znajdującym się w tej wsi. Kamień, a raczej jego części, uznanych za pomnik przyrody w kategorii: głaz narzutowy. Głaz składał się z ośmiu odłamków. Największy miał obwód 545 cm i wysokość 154 cm. Przeniesiono go częściowo na plac Zespołu Oświatowego w Rozbitym Kamieniu. Ów pęknięty głaz, musiał ogromnie wpłynąć na wyobraźnię pierwszych oglądających go ludzi, którzy nazwali wieś właśnie - Rozbitym Kamieniem. Czasami w starych dokumentach można natrafić jednak na nazwę skróconą Rozbice lub Rozbicie. Zapewne od razu na temat tego rozkruszonego jakąś nadprzyrodzoną mocą głazu zaczęto snuć fantastyczne opowieści i legendy. Niewyobrażalne rozmiary kamienia i fakt jego rozbicia budziły kontrowersje już od dawnych czasów i prawdopodobnie dlatego„odpowiedzialnością" za rozbicie kamienia obarczano raz diabła pilnującego ukrytych pod nim skarbów, innym razem piorun itp. Proponujemy zapytać najstarszych mieszkańców Rozbitego Kamienia o ich wiedze na temat rozbicia. Do dnia dzisiejszego w Rozbitym Kamieniu zachował się drew¬niany kościół parafialny p.w. Św. Trójcy. Pierwszy kościół wzmian¬kowany w 1450r. zapewne fundacji Wężów i Rozbickich. Obecny wzniesiony w latach 1777 - 1780 kosztem Kazimierza Jastrzębskie-go, sędziego ziemi łukowskiej. Wybudowany w stylu barokowym, konsekrowany w 1784 r., odnowiony w 1877 r. przy udziale stolarza Gronkiewicza. Polichromie wykonał Andrzej Czernik. Odnowiony gruntownie w 1924 r., obecnie nie użytkowany gdyż obok wybudowa¬no nowy, murowany. Zespół kościoła położony w środku wsi. Kościół zwrócony prezbiterium na zachód. Zbudowany z drewna z zastoso¬waniem konstrukcji wieńcowej, oszalowany, wzmocniony lisicami. Założony na planie prostokąta ze znacznie węższym prezbiterium z zakrystiami po obu jego stronach. Dachy dwuspadowe, kryte bla¬chą. W kalenicy sześcioboczna wieżyczka na sygnaturkę. W 1924 r. przed frontem kościoła na osi głównej wzniesiono w ogrodzeniu murowaną dzwonnicę. Zbudowana na planie zbliżo¬nym do kwadratu, dwukondygnacyjna. Nakryta dachem czterospa¬dowym. W dolnej kondygnacji elewacji wschodniej zaprojektowano niszę konchową, w której umieszczono figurę Matki Boskiej. W zachodniej części wsi położony jest cmentarz parafialny, założony na przełomie XVIII i XIX wieku. W północnej części ne¬kropoli usytuowane są mogiły o znaczeniu historycznym. W jednej mogile pochowano czterech żołnierzy polskich poległych we wrze¬śniu 1939 r. oraz ucznia klasy VII Józefa Mlonka. W drugiej mogile spoczywają żołnierze Armii Krajowej rozstrzelani 27.X.1943 r. w Sokołowie Podlaskim: Borzym Ireneusz, Godlewski Zdzisław, Jóźwik Stanisław, Kopania Kazimierz, Onisk Stanisław, Rytel Władysław, Winniczenko Jerzy, Witkowski Władysław, Musienkiewicz Antoni, Sawicki Eugeniusz. Do nagrobków wyróżniających się dekoracyjnym opracowaniem m.in. zaliczamy: - płytę nagrobną ks. Grzegorza Zawistowskiego, zm. 1856 r., wykonaną z szarego piaskowca, dekorowaną rozetami w narożach, krzyżem o trójlistnie zakończonych ramionach i wygrawerowaną inskrypcją. - płytę nagrobną rodziny Morawskich, Chotkowskich, Żmijewskich, Męczyńskich, ok. 1878 r., wykonaną z szarego piaskowca, dekorowaną na narożach rozetami, z krzyżem łacińskim w górnej części i inskrypcją poniżej. - Nagrobek Zuzanny z Dmochowskich i Stanisława Rozbickich z ok. 1917 r., wykonany z granitu w postaci krzyża stylizującego naturalny pień drzewa wsparty na postumencie z wyrytą inskrypcją. Między kościołem a cmentarzem usytuowana jest kapliczka. Murowana z cegły, o surowych elewacjach. Wzniesiona na planie kwadratu. Naroża ujęte lizenami. Wnętrze dostępne trzema oknami prostokątnymi zakończonymi półkoliście. Daszek trójpołaciowy, zwieńczony metalowym krzyżem. We wnętrzu umieszczono figurę Św. Jana Nepomucena. W Rozbitym Kamieniu znaleziono narzędzia krzemienne, tj. skrobacze do garbowania skór oraz monety litewskie i gdańskie z XVI w. Znaleziska te przechowywane są w miejscowej szkole jako eksponaty poglądowe. W pobliskich Wiechetkach podczas wykonywania wykopu natknięto się na głębokości 2 m na ślady kamiennej posadzki przy olbrzymim kamieniu, co skłoniło badaczy do uznania tego stanowiska za miejsce kultu pogańskiego z ołtarzem. Znane są tu pozostałości okopów szwedzkich a także cmentarzysko szkieletowe związane z morową zarazą w wieku XIII lub cholerą w wieku XVII. PACZUSKI W środkowej części wsi, przy skrzyżowaniu dróg, usytuowana jest murowana kapliczka kubaturowa, mieszcząca kilka osób. Wybu¬dowana na planie prostokąta z niskim szerszym cokołem. W ścianie frontowej na osi umieszczono drzwi dwuskrzydłowe zakończone ostrosłupowo a po bokach prostokątne okna zakończone ostrosłupowo. Kondygnację oddziela od szczytu dachu fryz z ukośnie ułożonych cegieł. Dach dwuspadowy z żelaznym krzyżem na kalenicy. Kapliczka datowana jest na lata 30 - te XX wieku. Geneza nazwy miejscowości według mieszkańców: Za czasów, kiedy Polską rządzili królowie, przez te tereny przejeżdżała królowa Bona z całym swoim orszakiem i bagażem. Oczywiście wówczas jeszcze nie istniała tam nawet najmniejsza osada. Po przejechaniu kilkudziesięciu kolejnych kilometrów okazało się, iż w bagażu brakuje kilku paczuszek z biżuterią królewską. Bona wydała wtedy rozkaz powrotu i poszukiwania pamiątkowych kosztowności. Znalazł je biedny miejscowy chłop, który zabrał paczki do domu z nadzieją, że sprzeda te wszystkie błyskotki w mieście i los jego się odmieni. Ale w dwa dni później przed jego chatą zatrzymała się piękna kareta, z której wysiadł możny pan i pytało kosztowności. W pierwszej chwi¬li chłop nie chciał się przyznać do znaleziska, ale w obawie, że podczas przeszukania i tak znajdą kosztowności postanowił je zwrócić. Kiedy usłyszał, że sama królowa podziękuje mu za zwrot nie wahał się już ani chwili. Królowa Bona dziękując uczciwemu znalazcy powiedziała: „Ta biżuteria to dla mnie prawdziwy skarb, a ty sprawiłeś, że znów mam ją przy sobie. Proś, o co chcesz a dam ci wszystko, pieniądze, mieszkanie na zamku". Chłop jednak odpowiedział: „ Najjaśniejsza Pani, jestem chłopem i chce nim pozostać, ale chcę też mieć kawałek ziemi na własność. Ziemi, na której mógłbym pracować i z której utrzymałbym i siebie i swoją rodzinę." Na pytanie, który kawałek ziemi chciałby dostać chłop odpowiedział, że ten, na którym znalazł kosztowności. Tak też się stało. Na otrzymanej ziemi chłop postawił nową chałupę, potem powstawały tu kolejne, a osadę na początku nazywano Paczuszkami. Z biegiem lat z nazwy zginęła litera „z" i tak mówimy dziś Paczuski. CZERWONKA Parafia w Czerwonce mogła powstać jeszcze w XV wieku, gdyż dokument z 1519 roku potwierdzający fundację parafii, mówi także o istniejącym tu drewnianym kościele p.w. św. Jana Chrzciciela, konsekrowanym przez sufragana wołyńskiego Kazimierza Zwierza. Następny kościół, również drewniany wybudowano w 1834 r., spłonął on w 1950 r. Na jego miejsce w latach 1952 - 1958 wybudowano nowy, murowany. W pobliżu kościoła znajduje się kopiec zwieńczony metalowym krzyżem osadzonym w granitowym kamieniu. Na frontowej ścianie kamienia wyryto napis: „Cześć poległym żołnierzom K.M.W. w Justynowie. 1922 r." Na cmentarzu parafialnym znajduje się mogiła nieznanego żołnierza polskiego, który poległ w walce z bolszewikami w 1920 r. Obok tej mogiły usytuowany jest grób Ottona Warpechowskiego. W czasie drugiej wojny światowej Niemcy zamierzali rozebrać mocno zrujnowany zamek w Liwie a cegłę przeznaczyć do budowy obozu zagłady w Treblince. Wtedy Otto Warpechowski (Polak), archeolog amator, przekonał starostę powiatu sokołowsko - węgrowskiego Ernesta Gramssa, że zamek ten wybudowali krzyżacy. Niemcy odstąpili od zamiaru rozebrania ruin zamku i rozpoczęli jego odbu¬dowę. W 1942 roku rozpoczęto prace budowlane m.in. pod kierun¬kiem Warpechowskiego. Po jakimś czasie historycy niemieccy wyja¬śnili Gramssowi, że nie mógł to być zamek krzyżacki i w 1944 r. prace zostały przerwane. Od tej pory Warpechowski musiał się ukrywać, a Niemcy postanowili zamek wysadzić. Szybko wkraczające wojska radzieckie zniweczyły ten plan. Otto Warpechowski wstąpił do II Armii Wojska Polskiego. Został zastrzelony podczas kłótni przez pijanego radzieckiego oficera we wsi Paczuski dnia 2 lutego 1945 r. Między Czerwonką a Grochowem, na północnym stoku łagod¬nego wzniesienia nad doliną Czerwonki, znajduje się stanowisko archeologiczne pod nazwą „Dolne Pole". Odkryto tu osadę wielo-kulturową, na której odnaleziono wiele zabytków z epoki kamienia, epoki brązu, wytwory kultury trzcinieckiej i łużyckiej, a także z okresu wczesnego średniowiecza. Dawniej, niedaleko od Czerwonki w kierunku południowym, bliżej wsi Dolne Pole (lub Dalne Pole) było ogromne bagno. Wielu ludzi straciło swój dobytek. Ci, którzy paśli w jego pobliżu krowy i konie uważali, by zwierzęta do niego nie wchodziły. Na środku ba¬gna rósł dąb. Nikt nie wiedział, jak przetrwał w takich warunkach, zważywszy na fakt, że jak mówiono, miał on kilkaset lat. Do tego dębu komuś, dawno temu, udało się przybić obraz Matki Boskiej, aby chronił ludzi przed złymi mocami. A opowiadano, że z bagna w bez¬księżycowe noce wychodziły diabły - „cojty". Starzy ludzie powiadali, że był kiedyś chłopiec, który podkradł się w taką noc w pobliże bagna. Było to blisko „Sądnych dni" (żydowskiego święta pokutnego). Zo¬baczył wtedy, jak z bagna wyszedł diabeł, który całą noc, aż do piania kogutów, znosił na bagno Żydów. Podobno ów chłopiec nigdy już na bagno nie odważył się powrócić. GROCHÓW W XVI wieku Grochów należał do rodu Kiszków, a następnie wiatach 1592 - 1668 był w posiadaniu rodu Radziwiłłów. W 1852 r. Grochów nabył Jan Aleksander Rawicz, a rok później zaczął tu gospo¬darzyć jego syn - Władysław. Rozbudował on folwark w Grochowie i Brzozowie, ogółem dobra liczyły 2920 morgów. W folwarku Gro¬chów było osiem budynków murowanych, czterdzieści drewnianych, gorzelnia, cegielnia, browar, dwa młyny wodne i karczma. Po wybu¬chu powstania styczniowego w 1863 r. Rawicz został naczelnikiem cywilnym Województwa Podlaskiego. Utworzył oddział kawalerii, którego dowódcą został rządca majątku Rudolf Fritak. Walczył w oko¬licach Węgrowa oraz Łukowa. Został schwytany 27 września 1863 r. w majątku Proszew. Dnia 19 listopada 1863 r. skazano go na śmierć przez powieszenie, a trzy dni później wykonano wyrok w Siedlcach. Na majątek Rawicza Rosjanie nałożyli dużą kontrybucję, której część dobrowolnie spłacili chłopi z Grochowa. Po śmierci Włady¬sława Rawicza ziemię z budynkami folwarcznymi kupili Kaczyńscy. Młyny wodne nabyli Łaszczyński i Dobrzyński. Dworek zakupiła właścicielka majątku Przeździatka - Elżbieta Hirschman. Kilkana¬ście lat później dworek z ogrodem nabył Jan Kobyliński. Około 1914 roku dworek rozebrano, a majątek stał się własnością Orzechowskich. W roku 1944 został przejęty na Skarb Państwa. Do dnia dzisiejszego zachowała się rosnąca przed dworkiem olbrzymia lipa, uznana za pomnik przyrody. Przy miejscowej szkole wzniesiono pomnik poświęcony Wła¬dysławowi Rawiczowi. BRZOZÓW Na północ od drogi Węgrów- Sokołów Podlaski w kierunku lasu Zapaśnia znajduje się na piaszczystej wydmie wczesnośredniowieczne cmentarzysko szkieletowe z XI wieku. Istniał niegdyś w Brzozowie folwark, który był częścią mająt¬ku Grochów. W czasach gospodarowania Władysława Rawicza liczył 514 morgów i siedemnaście drewnianych budynków. Po straceniu Władysława Rawicza, dobra w Brzozowie kupili Wyszomirscy. Po śmierci ostatniego właściciela Józefa Wyszomirskiego w 1905 r. ma¬jątek sprzedano. Do dzisiaj, w Kolonii Brzozów, pozostałością po istniejącym zespole są stare lipy i jesiony. PRZEŹDZIATKA Dobra Przeździatka od czasów średniowiecznych wchodziły w skład dóbr Sokołów, należały bowiem do tego samego właściciela. Najstarsze źródła z początku XV wieku wspominają, że w 1415 r. właścicielem został Mikołaj Depeński, jako nadanie z rąk wielkiego księcia litewskiego Witolda. Następnie dziedzicami zostali Kiszkowie, a później Radziwiłłowie. W 1668 r. dobra sokołowskie wraz z Przeździatką zakupił Jan Kazimierz Krasiński herbu „Ślepowron". Przypuszcza się, że rezydencja w Przeździatce powstała około po¬łowy XVIII wieku. Wybudowano wtedy obszerny dwór drewniany. Największy rozkwit rezydencji miał miejsce za czasów Michała Kleofasa Ogińskiego w 4 ćwierci XVIII wieku, gdy często przybywali tu znamienici goście, m.in. król Stanisław August Poniatowski. Przez jakiś czas właścicielami posiadłości byli Kobylińscy herbu „Prus", a od 1843 r. właścicielką została Elżbieta z Lorenzów Hirschman. Po 1882 r. stanowiły oddzielną hipotekę i składały się z folwarków: Przeździatką, Nowa Wieś oraz Emilianów i posiadały ogólną powierzchnię ponad 4138 mórg. Dobra te należały w tym czasie do Stanisława Hirschmana. W 1899 r. dobra Przeździatką nabył Władysław Kazimierz Sobański. Następnie, w latach 1924 - 1946 właścicielem był Zbigniew Malewicz. W czasie drugiej wojny światowej Malewiczów usunięto z pałacu siłą a zamieszkał tu niemiecki starosta władz okupacyjnych Ernest Gramss. Po odwrocie Niemców Armia Czerwona zorganizo¬wała w pałacu szpital wojskowy. Po drugiej wojnie światowej dobra ziemskie Przeździatką zostały rozparcelowane. Zachowany do dnia dzisiejszego pałac został wybudowany w 1859 r. dla Ludwika Hirschmana według projektu arch. Henryka Marconiego. W latach 40 - tych XX wieku pałac został gruntownie przebudowany na potrzeby szpitala, który mieścił się tu do końca lat 80 - tych XX wieku. Obecnie przekazany został władzom kościelnym i organizowany jest tu Dom Miłosierdzia. Wokół pałacu rozciąga się park o charakterze krajobrazowym, przekomponowany w 1898 roku z wcześniejszego, według projektu Waleriana Kronenberga . Plan założenia parkowo-pałacowego posiada kształt zbliżony do trapezu. Południową część parku wraz ze stawem oddziela od pozostałego terenu aleja prowadząca od pałacu w kierunku południowym i na wysokości stawu skręcająca w kierunku stawu. Aleja ta zachowała pierwotny układ. Inne aleje i elementy kompozycji parkowej zostały w znacznym stopniu zatarte. Starodrzew parku stanowi około 80%. Dominuje w nim: olsza czarna, świerk wyniosły, grab pospolity, klon pospolity, jesion wyniosły, lipa drobnolistna. W ostatnich latach przeprowadzono na koszt miasta prace rewaloryzacyjne założenia parkowego, park odzyskał dawną świetność i z chęcią odwiedzany jest przez mieszkańców. Przy drodze do Węgrowa usytuowana jest cukrownia. Powstała ona w 1845 roku na mocy kontraktu urzędowego, w którym Elżbie¬ta z Lorentzów Hirschman wyraziła zgodę na założenie, urządzenie i prowadzenie przez Augusta Hirschmana, Leona Hirschendorfa Aleksandra Rawicza, Mikołaja Gutmana i Stanisława Jacobbiego w Elżbietowie w dobrach Sokołów, fabryki cukru z buraków i rafi¬nerii. Osadę, która powstała przy fabryce, zdecydowano nazwać od imienia właścicielki sokołowskich dóbr Elżbietowem. Na budowę fabryki dziedziczka dóbr sokołowskich zobowiązała się sprzedać po niskich cenach: drewno, cegłę i dachówkę. Zapewniła też potrzebną liczbę robotników ze swoich dóbr oraz zobowiązała się do zasiania na potrzeby fabryki 300 morgów buraków. Fabryka w krótkim czasie rozwinęła się i z roku na rok zwiększała produkcję. W 1880 r. zatrud¬niała 400 robotników a wartość roczna produkcji wynosiła 114 tys. rubli. O dynamicznym rozwoju fabryki świadczy fakt, iż w dziesięć lat później fabryka zatrudniała 600 robotników, podczas gdy produkcja wzrosła siedmiokrotnie, osiągając 800 tys. rubli. Cukrownia odegrała ważną rolę w zwiększeniu nie tylko dochodowości dóbr i aktywizacji rolnictwa, lecz także przyczyniła się do rozwoju miasta Sokołowa Podlaskiego.
|
|
|
|
|
|
|
|
|